Aktualności

Dobre rzeczy nie zrobiły się same

Data dodania: 2020-12-14 21:00:43

Pojawił się w Klubie 14 grudnia 2019 r. i w ciągu roku dokonał przy Cichej prawdziwej rewolucji organizacyjnej i marketingowej, a wszystko jako wolontariusz! Poznajcie Marka Godzińskiego, fanatyka Ruchu, bez którego mijający jubileuszowy rok nie byłby dla Ruchu tak udany.

W jakich okolicznościach pojawiłeś się w Klubie?

Stało się to za sprawą Mariusza Fudaleja, który, znając moje nastawienie do obchodów 100-lecia, poznał mnie z prezesem Siemianowskim. Spotkaliśmy się u mnie w domu pod koniec listopada 2019 r. i szybko doszliśmy do porozumienia. Umowę na wolontariat podpisałem 14 grudnia i umówiliśmy się na współpracę do 30 kwietnia 2020 przy organizacji tego epokowego wydarzenia. Według naszych ustaleń miałem w miarę swoich możliwości czasowych wspierać pracowników Klubu we wszelkich działaniach koncepcyjnych i organizacyjnych związanych z naszym świętem.

Na pierwszym spotkaniu okazało się, że sytuacja finansowa Klubu jest dramatyczna i zamiast o obchodach rozmawialiśmy głównie o tym, na co przeznaczyć znikome środki. Wybór był pomiędzy pensjami dla pracowników a zakupem gadżetów na święta, bo po popularnym „Grzybku” hulał wiatr. Pamiętam jak zaimponowała mi postawa ludzi w Klubie, którzy w tym szczególnym przedświątecznym okresie zdecydowanie optowali za kupieniem gadżetów, pomimo zaległości w wypłatach wynagrodzeń. Myślałem, że jestem wierny i oddany, ale ta sytuacja naświetliła mi zupełnie inny wymiar tych słów.

Jakie były pierwsze wrażenia po „wejściu” do Klubu?

Wrażenia pełne kontrastów, z jednej strony Klub wyglądał jak po długiej i wyniszczającej wojnie – wyzwolony, ale wykrwawiony i bez pewności przetrwania. Zastałem zmęczonych ludzi, którzy oddani Klubowi pracowali ponad siły, żeby zrealizować umowę na promocję miasta i zyskać niezbędne środki, pracując jednocześnie nad wdrożeniem nowej aplikacji. Poznałem też szerokie grono Kibiców, którzy z ogromną determinacją i błyskiem w oczach przedstawiali kolejne plany i pomysły, w jaki sposób pomóc Klubowi w tej kryzysowej sytuacji. Poczułem dumę, że mogę z tymi wszystkimi ludźmi, którzy ocalili nasz Klub, uczestniczyć w jego odbudowie. Wiedziałem już, że to jest mój świat i wyzwanie, z którym pragnę się zmierzyć, a moja pomoc z doskoku – tylko przy obchodach – nie wystarczy.

Miałeś pierwotnie pomóc przy obchodach. Dlaczego zdecydowałeś się pozostać w Ruchu na dłużej – wciąż jako wolontariusz? Pochłonęła Cię praca w Klubie?

W grudniu 2019 ze względów, które opisałem wcześniej, perspektywa obchodów wydawała się bardzo odległa, dlatego trzeba było działać szybko i skutecznie. Potrzebne były dodatkowe środki na towar do Strefy Kibica, dlatego dzięki pomocy Kuby Tabora zorganizowaliśmy licytacje okolicznościowych, limitowanych karnetów. Udało się i dzięki szczodrości Kibiców w szybkim tempie zebraliśmy kilkadziesiąt tysięcy, które zasiliły konto Klubu. Ta akcja, choć niedoskonała, pokazała, że możemy liczyć na wsparcie Kibiców, że wierzą we wdrażany od kilku miesięcy projekt odbudowy i tylko od naszej kreatywności i wiarygodności zależy pomyślność kolejnych działań. Ruszyliśmy więc z kolejnymi projektami takimi jak podświetlenie „eRki” na trybunie, dzięki pomocy wielu ludzi, ale szczególnie Mariusza Fudaleja i Artura Bargiela, czy też remont klubowej kawiarenki z odrestaurowaniem naszych trofeów. Nie byłoby to możliwe bez zbiórki Kibiców w aplikacji i pomocy firmy Adriana Nimptschke – Fos-Gip, która sprawnie przeprowadziła remont. Niesamowite było to, że wszystkie te działania realizowaliśmy bez jakichkolwiek kosztów ze strony Klubu! Ośmieliło nas to do bardziej ambitnych planów i postanowiliśmy stworzyć – oczywiście na miarę naszych możliwości – strefę premium na stadionie, gdzie moglibyśmy zapraszać potencjalnych partnerów, by namacalnie mogli się przekonać o odbudowie Klubu. Zaraziliśmy tą wizją wiele osób, które podchwyciły ten nieco szalony pomysł np. wyjątkową podłogę zrobił Rafał Musiał, ale niewątpliwym ojcem realizacji tego projektu jest Grzesiu Kleta i jego Bat-Bud, któremu serdecznie dziękuję za wszystko, co robi dla Ruchu. W kolejce czekały kolejne wyzwania, które szczególnie w wyjątkowo trudnym czasie pandemii nie pozwoliły mi zakończyć mojej przygody z Ruchem i postanowiłem przedłużyć umowę wolontariatu do końca września, a następnie do końca roku. Tak z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że zaangażowałem się na 1920%, choć nigdy nie nazwałbym tego pracą, bo zawsze uważałem, że możliwość realizowania dobrych rzeczy dla Klubu jest przywilejem, a nie pracą.

Kojarzy Cię coraz więcej kibiców, ale wielu z pewnością nic o Tobie nie wie. Jakbyś się im przedstawił?

Wychowałem się w Katowicach-Bogucicach, gdzie od 1982 roku jeździłem samodzielnie na mecze z moimi kolegami ze szkoły – „Toniciem” i „Cyjną”, których z tego miejsca serdecznie pozdrawiam, jeśli to przeczytają. Było nas w Bogucicach kilkunastu, ale z każdym rokiem ta ekipa się wykruszała, a powroty z meczów stawały się coraz ciekawsze. Wcześniej, mając kilka lat, jeździłem na mecze kilka razy w sezonie z moim wujkiem, który mieszkał na Załężu i przyjeżdżał po mnie specjalnie aż do Łaz koło Zawiercia, gdzie przeprowadzili się z Katowic moi rodzice w poszukiwaniu samodzielnego mieszkania. Jestem mu za to bardzo wdzięczny, bo dzięki niemu zostałem zagorzałym kibicem „Niebieskich” i od małego nasiąkałem legendą naszego Klubu. W Łazach powstał największy w Polsce węzeł przewozów kolejowych, dzięki czemu można było otrzymać służbowe mieszkanie. Rodzice chcieli jednak wrócić do Katowic, co udało się po wielu staraniach i mogłem już bez przeszkód bywać na każdym meczu ukochanej drużyny. Po ukończeniu szkoły średniej chciałem jak najszybciej się usamodzielnić, więc odpuściłem studia i rozpocząłem przygodę z „biznesem” na łóżku polowym i w popularnej „szczęce”. Po kilku latach oraz wielu sprzedażowych wzlotach i upadkach dostałem się do Grupy Żywiec na stanowisko przedstawiciela handlowego. Pracowałem tam 16 lat i doszedłem do stanowiska dyrektora sprzedaży, co miało ten ogromny minus, że pracowałem i mieszkałem w Warszawie. Zwiększył się więc dystans do pokonania na Cichą, ale nie przeszkadzało mi to bywać na każdym meczu, tym bardziej, że na Śląsku mieszkał mój syn, który od dziecka jest stałym bywalcem  stadionu Ruchu. W 2009 roku wróciłem na Śląsk i zamieszkałem w Chorzowie na osiedlu „Ruch”, gdzie z tarasu mogę codziennie oglądać nasze unikatowe „świeczki”. Przez ostatnie lata zajmowałem się doradztwem biznesowym jako samodzielny konsultant i z racji trochę większej ilości wolnego czasu połknąłem bakcyla gry w golfa. Podsumowując swoje kibicowanie mam na koncie około 500 wszelkiego rodzaju meczów Ruchu oglądanych na żywo, w tym m.in. te najcenniejsze – mistrzowski z Górnikiem Wałbrzych z 1989 i pucharowy z Bełchatowem z 1996 oraz wyjątkowe Wielkie Derby Śląska z 2008 i 2009, których byłem jednym z głównych „sprawców”. Natomiast to jaki jestem, niech oceniają inni, ja nie lubię zbyt wiele o sobie mówić, czego dowodem jest fakt, że dopiero po roku udało Ci się namówić mnie na wywiad. Zdecydowanie bardziej wolę działać, bo to jest moim zdaniem najlepszy sposób na pokazanie, kim się jest naprawdę. Jak wiesz, „opowiadaczy” mieliśmy w Klubie wystarczająco dużo. Teraz czas dla ludzi, którzy przemawiają faktami, dlatego cenię sobie u ludzi takie wartości jak dotrzymywanie słowa, determinację w dążeniu do celu i ambicję bycia najlepszym.

W ciągu ostatniego roku w Ruchu udało się zorganizować i wdrożyć wiele projektów. Z którego jesteś najbardziej dumny? Który przyniósł najwięcej frajdy, a który był najważniejszy z perspektywy Klubu?

Jestem dumny z tego, co robimy każdego dnia, bo nasza rozpędzona „Niebieska Drużyna” się nie zatrzymuje i zasuwa od rana do wieczora. Z tych, które już wdrożyliśmy, niewątpliwie kluczowe było zorganizowanie Działu Kontaktów Biznesowych i powierzenie Klaudii Wolny zarządzanie tą strategiczną dla Klubu działalnością. Klaudia poradziła sobie znakomicie i w imponującym tempie pozyskała do współpracy kilkudziesięciu partnerów i sponsorów. Jest to dzisiaj bardzo wymierny i stały dopływ środków dla Ruchu, które zdecydowanie przerastają ligę, w której gramy, a Klaudia jest ogromną wartością dodaną Klubu i jednym z moich kluczowych filarów. Kolejnym jest uruchomienie nowego sklepu, który wizerunkowo miał być namacalnym dowodem Klubu nowoczesnego i z perspektywami. Z kolei biznesowo, dzięki szerszej ofercie produktów, chcieliśmy poszerzyć grupę naszych klientów o tych mniej aktywnych, ale sympatyzujących z Ruchem. Pierwsze efekty są znakomite, ale za wcześnie jeszcze na fanfary i w dalszym ciągu musimy bardzo ciężko pracować nad udoskonaleniem naszej oferty. Chciałbym w tym miejscu podkreślić rolę wszystkich członków naszej ekipy uczestniczącej w uruchomieniu „eRki”, ale szczególne podziękowania należą się Adrianowi, Tomkowi Wamposzczykowi z firmy Waso-Klim, panu Zdzisławowi Bawolskiemu oraz przede wszystkim Kasi Piecha, która bez wątpienia jest „matką” tego projektu.

Zdecydowanie przerósł moje oczekiwania również pilotowany przez Bogusia i Tadzia projekt limitowanej kolekcji certyfikowanych odznak i monet, których łącznie wydamy aż 18 tomów. Tutaj wielkie słowa uznania i podziękowań kieruję też do Grzesia Joszko, który wybrał idealne zdjęcia i jest autorem wszystkich opisów, oraz do Karola Gwóździa, twórcy wyjątkowo pięknych projektów wspomnianych odznak i monet. Dużym wydarzeniem było też zorganizowanie gastronomicznej Strefy Kibica na poziomie, który w jakimś stopniu zastępował nasze niedomagania w infrastrukturze stadionowej. W tym miejscu największe brawa należą się Sebastianowi Klachaczowi, który z ramienia Kompanii Piwowarskiej zadbał o sprzęt i Krzysiowi Hermanowiczowi, który z ogromnym zaangażowaniem pokonywał kolejne formalne przeszkody. Najwięcej frajdy, ale też dumy, dostarczyła nam również uroczysta premiera książki o Historii Ruchu, gdzie wszyscy – z autorami włącznie – byliśmy przebrani w stroje z epoki, świetnie się bawiliśmy i pokazaliśmy, że możemy realizować na wysokim poziomie ważne dla Klubu wydarzenia, również poza obiektem sportowym, bo Ruch to coś więcej niż Klub! Ogromnie się cieszę również z tego, że mogę być istotną częścią całego projektu odbudowy. Od początku powtarzałem, że praca dla Ruchu to nie jest skok o tyczce, tylko praca zespołowa, gdzie, tak jak w najlepszej orkiestrze, każdy ma do zagrania swoje nuty i nie ma znaczenia, kto w danym momencie gra pierwsze skrzypce, bo i tak liczy się końcowy efekt i udany koncert zagrany bez fałszywych dźwięków. Jestem też bardzo dumny z tego, że Kibice nam ufają i wspierają na każdym kroku, dodając sił, bo przecież tak naprawdę wszystko co robimy ma służyć rozwojowi Klubu, sukcesom sportowym i zadowoleniu najlepszych Kibiców w Polsce.

Osobiście najbardziej jestem dumny i szczęśliwy z tego, że poznałem i przekonałem do siebie spore grono ludzi Ruchu, a szczególnie Marcina Stokłosę, który zasiadając w Radzie Nadzorczej z ramienia Kibiców ma bardzo trudne i niewdzięczne czasami zadanie łączenia wszystkich środowisk wokół idei „robimy tylko to, co jest najlepsze dla Klubu”. Jak widać robi to skutecznie, bo wszyscy idziemy zjednoczeni w jednym celu, a sam Marcin dla mnie prywatnie stał się w przeciągu tego roku jednym z najbliższych mi ludzi w życiu. Nie mógłbym realizować z Wami tego wszystkiego bez zaufania Prezesa, który proponując w czerwcu funkcję swojego nieformalnego zastępcy dał mi pełną decyzyjność w działaniu oraz wspierał w każdej ważnej sprawie.

Udało się nam wspólnie zrobić tak wiele przede wszystkim dzięki oddanym pracownikom, którzy mi zaufali, gdy mówiłem, że nie możemy przeskoczyć sportowo pewnych rzeczy i grać od razu w ekstraklasie, ale możemy w niej być już w ciągu roku pod względem profesjonalizmu i organizacji. Czy nam się udało? Nie wiem i niech ocenią to inni, ale wiem, że walczyliśmy i walczyć będziemy w dalszym ciągu o to wszyscy z całych sił i za to Wam wszystkim serdecznie dziękuję z głębi „Niebieskiego” serca.

Jakie aspekty funkcjonowania Klubu bierzecie teraz „na celownik”?

Priorytetem, jak zawsze, będzie tworzenie takich warunków organizacyjnych i finansowych, które przełożą się na wynik sportowy i satysfakcję Kibiców. Fakt, że jest grudzień, a Klub jest na bieżąco z wypłatami, dowodzi, że wykonaliśmy wszyscy razem – z Kibicami i Prezesem na czele – dobrą robotę w tym względzie, ale należy pamiętać, że jest to tylko doprowadzenie do normalności i musimy dalej odbudowywać markę Ruchu. W tym roku konieczne było szybkie i skuteczne zorganizowanie się w tych kluczowych aspektach dla Klubu, które nie były wystarczające dobre lub wcale ich nie było. W dalszym ciągu będziemy to kontynuować, ale skupimy się też w większym stopniu na dalszym rozwoju tego, co już było naszą silną stroną czyli np. klubowe media które z ogromnym zaangażowaniem prowadzisz, produkcje filmowe, które „Asceto” wzniósł na niedostępny dla większości klubów poziom i są one dzisiaj naszym znakiem firmowym. Konieczne jest również stworzenie nowej strony i sklepu internetowego, potrzebujemy dalszego rozwoju projektów graficznych, za którymi niestrudzenie stoi Kamil Kurpas. Wymienione działania wymagają inwestycji, ale nie mam wątpliwości, że Ruch – aby móc w dalszym ciągu dynamicznie się rozwijać – musi osiągnąć wyższy od innych czołowych klubów w Polsce poziom aktywności w mediach internetowych. Będziemy też bardzo intensywnie rozwijać sprzedaż naszych klubowych produktów, bo dzięki temu wypracowujemy własne środki niezależne od woli czy możliwości finansowych właścicieli. Fakt, że zdecydował się przejąć tę strategiczną „działkę” Kuba Kurzela napawa mnie ogromnym optymizmem i radością, bo razem z ekipami „Grzybka” i „eRki” już dzisiaj, po zaledwie kilkunastu dniach, stworzyli monolit, który napędzany zapałem i pomysłami Kuby przynosi rekordowe obroty. Oczywiście nie uda się tego dokonać bez wsparcia naszych Kibiców, dlatego liczymy na dalszą pomoc materialną, bądź każdą inną, choćby dobre słowo wsparcia, bo to nas wszystkich napędza do ciężkiej pracy po kilkanaście godzin dziennie. Tak się dzisiaj w Klubie pracuje i może warto w tym miejscu wszystkim to uświadomić, że niewątpliwie dobre rzeczy, które się zadziały w tym roku w Klubie, nie zrobiły się same i są efektem ogromnego poświęcenia pracowników, licznych wolontariuszy i Kibiców.

Mówimy o bardzo wielu pozytywnych sprawach, które udało się zrobić w ostatnim czasie. Ale problemy Klubu nie zniknęły. Co jest dziś największą bolączką Ruchu?

Niewątpliwie numer jeden to brak nowego stadionu, który bardzo mocno hamuje i utrudnia nam rozwinięcie skrzydeł i pokazanie w pełni naszego potencjału. Niemniej fakt, że pomimo upadku sportowego, kryzysu pandemii oraz zamkniętego stadionu udało się nam pozyskać w krótkim czasie kilkudziesięciu partnerów, jest wystarczającym dowodem, że Ruch nigdy nie zginie i zasługuje na wejście w XXI wiek również w tym egzystencjalnym wręcz aspekcie. I tak, jak nie ma Ruchu bez Kibiców, tak nie ma Chorzowa bez Ruchu, do czego staramy się każdego dnia przekonywać naszych mieszkańców, bo moim zdaniem to właśnie oni, a nie politycy, wybudują nam nowy obiekt. Stanie się tak wtedy, gdy większa niż dzisiaj rzesza chorzowian będzie popierała nasze starania o zrealizowanie tej inwestycji. Dlatego chcemy, by wokół Ruchu tworzył się przyjazny i pozytywny klimat i żeby nasz Klub stał się ważnym miejscem nie tylko w sferze sportowej, ale również w kwestii wymiany biznesowej pomiędzy naszymi partnerami. Bardzo dużą rolę przywiązujemy także do działalności charytatywnej, bo uważamy, że tak jak nasi Kibice okazują nam wsparcie na każdym kroku, tak też Klub ma obowiązek wspierać ich w potrzebie. Dlatego stworzyliśmy projekt, który jest mi szczególnie bliski czyli „Wielkie Niebieskie Serce”, w ramach którego prowadzimy różnego rodzaju akcje pomocowe, takie jak zbiórki, darowizny, niebieskie paczki, czy ostatnio, również z Twoim dużym udziałem, organizujemy pomoc w opiece nad grobami naszych byłych zawodników i trenerów. Mam świadomość, że będzie to długa droga zanim odbudujemy w świadomości mieszkańców niszczony przez lata wizerunek Klubu, który zawsze powinien być chlubą całego miasta, ale mogę przysiąc, że nie zabraknie nam wiary i determinacji żeby to osiągnąć.

Drugi kluczowy aspekt to stabilność finansowa. Ten rok pokazał, że ciężką pracą i z poszanowaniem każdej złotówki można wiele osiągnąć, ale trzeba mieć świadomość, że był to rok 100-lecia, co niesamowicie nas napędziło i przerosło wyobrażenia. Kibice kupowali cegiełki, wirtualne bilety, wpłacali darowizny i organizowali zbiórki, szczególnie wśród „Niebieskiej Emigracji”, ale przecież tak wspaniałe pospolite ruszenie nie może trwać wiecznie i Klub nie może na tym bazować. Mamy realne wsparcie finansowe od Miasta, regularne wpłaty od Sponsorów, zawsze możemy liczyć na naszego kluczowego Partnera czyli Stowarzyszenie Kibiców „Wielki Ruch”, który na bazie podpisanej umowy zasila nas co kwartał konkretną kwotą, ale to niestety wszystko zbyt mało, żeby optymalnie zaplanować i wdrożyć zwycięską strategię w dłuższej perspektywie. Musimy więc w dalszym ciągu jak najwięcej wypracowywać sami, aby utwierdzać wszystkich w przekonaniu, że warto w nas inwestować, ale oczekujemy też większego zaangażowania współwłaścicieli w tworzeniu strategii  rozwoju i finansowania Klubu na kolejne lata. Dlatego postaramy się zorganizować w najbliższym czasie spotkania z kluczowymi udziałowcami w celu przedstawienia tego, co już nam się udało zrobić oraz nakłonić do poparcia naszych planów, szczególnie w kontekście oczekiwanego przez wszystkich awansu. Mamy w sobie wystarczająco dużo pokory, żeby wiedzieć, że jesteśmy tylko małym elementem w 100-letniej historii ukochanego Klubu, ale też wystarczająco dużo odwagi i zdrowego fanatyzmu, by z całych sił walczyć o jego powrót na szczyt.

Wspomniałeś o kończącym się roku 100-lecia Ruchu. Wypadł akurat w niezwykle trudnym, wręcz szalonym czasie, w okolicznościach, na które nikt nie był przygotowany. Jak oceniasz uczczenie przez Klub tego jubileuszu?

Uważam, że zrobiliśmy, co było możliwe w warunkach, jakich przyszło nam funkcjonować. Oczywiście plany były zdecydowanie większe, mieliśmy już dograne wszystkie szczegóły uroczystej gali, turniej przyjaźni, koncerty, pikniki itd. Planowaliśmy zorganizować uroczystą Wigilię w CHCK z udziałem Kibiców oraz „Niebieskiego Sylwestra” w hali MORiS. Kibice również mieli zaplanowanych mnóstwo atrakcji. Nie udało się, ale my się nigdy nie poddajemy, dlatego będziemy chcieli w przyszłym roku zorganizować galę oraz większość odwołanych imprez z przekazem rozpoczęcia nowej ery w historii Klubu. Brak możliwości godnego uczczenia najważniejszego za naszego życia jubileuszu oraz granie bez wsparcia Kibiców na trybunach bardzo nas dołowało, ale dzięki temu pokazało również, że mamy ekipę, która się problemom nie kłania i razem możemy wszystko. Nie mniej setki wydanych okolicznościowych produktów, wiele wyjątkowych filmów takich jak „Historia Ruchu to historia ludzi, którzy za nim stoją”" czy "Special Guest", mnóstwo dedykowanych programów w Internecie, wykonany wspólnie z chłopakami z MORIS-u napis na murawie oraz setki płonących rac wokół stadionu 20 kwietnia, na zawsze pozostaną w pamięci. Wyjątkowa była również – odprawiana w licznym gronie księży – msza w intencji Klubu, którą na żywo oglądało kilka tysięcy ludzi i czuć było w powietrzu, że dzieją się wielkie rzeczy. Końcówka roku jest równie pasjonująca, szczególnie dla wszystkich spragnionych mocniejszych wrażeń (śmiech). Niesamowicie emocjonalna jest dla mnie również akcja z „Siankiem z Cichej”, bo przewracając z Klaudią co drugi dzień to sianko, by dobrze schło, mieliśmy nadzieję, że Kibice docenią ten pomysł i ucieszą się z możliwości zabrania do domu choćby symbolicznej namiastki naszej świątyni.

Bardzo serdecznie dziękuję wszystkim Kibicom, Partnerom, wolontariuszom i pracownikom Klubu, którzy pomogli nam uczcić ten wspaniały jubileusz pomimo wszelkich trudności!

Jak zmienia się perspektywa patrzenia na Ruch u kibica, który z trybun trafia do klubowych biur?

Największy szok to ogrom zniszczeń, których dokonywano w Klubie przez wiele lat, w zasadzie bez żadnych konsekwencji i bolesna myśl jak my Kibice mogliśmy do tego dopuścić? Na szczęście dzisiaj jest kompletnie inaczej i ciężko na Cichej znaleźć tzw. Działaczy, bo wszyscy bardziej lub mniej zagorzale kochają Ruch. Dlatego tak ważne jest wspieranie Stowarzyszenia Wielki Ruch, do czego wszystkich zachęcam, które jest naszym strategicznym Partnerem i zawsze możemy liczyć na jego wsparcie i chęć współdziałania. Z perspektywy Kibica Ruchu każdy chciałby ekstraklasy, tytułów, spektakularnych transferów i to wszystko najlepiej od zaraz, ale dzisiaj trzeba realnie stąpać po ziemi, ciężko pracować dzień po dniu i mówić Kibicom prawdę – do sukcesu nie ma windy, trzeba iść po schodach. Inna sprawa to ciągła, codzienna walka o wszystko i myślę, że większość Kibiców nie zdaje sobie sprawy, ile pracy trzeba wykonać, żeby zrobić choćby jedną ciekawą akcję, a my przeprowadzamy ich bardzo wiele, praktycznie każdego dnia i to wszystko dzieje się dzięki niewielkiemu zespołowi, którego również pandemia nie omijała. Kolejna sprawa to nieprawdopodobna wręcz energia wszystkich dookoła, wiara w projekt odbudowy i poczucie, że bierzemy udział w czymś wielkim, czymś co być może będzie można kiedyś  podsumować słowami: „dzisiaj gramy o tytuły, ale wtedy, gdy Klub był w największej potrzebie, byliśmy razem z nim”. Dlatego zachęcam do współpracy wszystkich sympatyków Klubu, którzy mają odrobinę czasu i chęci, bo dla każdego znajdzie się coś ciekawego do zrobienia dla Ruchu. Wystarczy przyjść bezpośrednio, napisać lub zadzwonić i przekonać się, że tworzymy dzisiaj prawdziwą „Niebieską Drużynę” i każdy, kto naprawdę chce pomóc Klubowi, może do niej należeć.

A w kwestiach sportowych?

Ta perspektywa pracy dla Klubu zmienia też postrzeganie zespołu i sztabu trenerskiego, bo okazuje się, że to też są ludzie, a nie niezniszczalni herosi w „Niebieskich” barwach, jakbyśmy ich zawsze chcieli widzieć – mają swoje lepsze i gorsze chwile, urazy czy wahania formy, co często naraża ich na nie zawsze sprawiedliwą krytykę również z mojej strony. W tej kwestii niezastąpiony jest Andrzej Urbańczyk, który potrafi umiejętnie chłodzić rozpalone głowy i wytłumaczyć sportowym laikom, takim jak ja, szerszy kontekst meczu czy obranej taktyki. Jednego jednak nie możemy tolerować, bez względu na perspektywę – braku ambicji i zaangażowania i dlatego, mimo że czasami wychodzi ze mnie typowy kibic, to jestem dumny z naszej drużyny i sztabu, bo zawsze starają się walczyć o zwycięstwo do samego końca. Jak widać po tabeli udaje się realizować ten najważniejszy dla nas cel i za to należą się wszystkim z pionu sportowego wielkie brawa. Ogromnie cieszy też fakt, że w innych rocznikach też jest duży postęp, czego dowodem jest awans naszych juniorów starszych do ligi makroregionalnej. Oglądanie tej drużyny to czysta przyjemność i zawsze w każdej drużynie z „eRką” na piersi chciałbym widzieć taką determinację, chęć dominacji i głód strzelanych goli do ostatniej minuty. Niemniej dla mnie najbardziej niesamowita jest możliwość poznawania wspaniałych ludzi Ruchu jak np. pana Ryszarda Kołodziejczyka, którego do tej pory znałem jako bohatera z młodości, który „ukradł” tytuł odwiecznemu rywalowi, w dodatku na jego stadionie, a dzisiaj codziennie podajemy sobie ręce i mam zaszczyt mówić mu po imieniu. Czy może być wspanialsza perspektywa?

Od roku działasz w Klubie jako wolontariusz, w pewnym sensie nieoficjalnie. Jak ma wyglądać Twoja dalsza praca na rzecz Ruchu? Jak długo może ona trwać? Czy zostanie w jakimś stopniu sformalizowana?

Umowę wolontariatu mam podpisaną do końca roku, a co będzie dalej? Powiem szczerze, że nie wiem, bo z jednej strony ciągle dostaję od Prezesa konkretne propozycje sformalizowanie mojego statusu, z drugiej jednak ciężko mi sobie wyobrazić, że zarabiam cokolwiek na mojej pasji. Nie jestem zresztą jedynym „Niebieskim wariatem” na Cichej, bo codziennie przychodzi do Klubu coraz większe grono osób, które chcą bezinteresownie pomagać Ruchowi. Mijający rok udało się jakoś przejść bezkosztowo dla Klubu i wielkie dzięki w tym miejscu dla mojej Karoliny za wyrozumiałość, bo to na nią spadł ciężar pchania naszego prywatnego wózka, ale przyjdzie jeszcze czas na te sprawy. Na dzisiaj najważniejsze jest robić praktycznie codziennie radochę Kibicom, proponując mnóstwo akcji i ciekawych gadżetów pod choinkę. Musimy maksymalnie wykorzystać sprzedażowy potencjał świąt i z optymizmem wejść w nową erę następnego 100-lecia.

Myślę, że zbliżamy się do końca tego wywiadu i wycisnąłeś ze mnie wszystko,  więc pozwól na kilka słów podsumowania.

Niebiescy! Możemy być z siebie dumni, bo był to dobry rok dla Ruchu i pomimo wielu przeszkód zrobiliśmy konkretny krok do przodu w odbudowie Klubu. Przed nami jeszcze bardzo wiele do zrobienia, dlatego wspierajcie nas dalej i pomagajcie jak możecie bo hasło „Legenda Bez Końca” to nie tylko słowa, ale jasny i konkretny przekaz – razem możemy wszystko, a nasza wiara i oddanie nie mają limitu. Na koniec nie jestem w stanie wymienić wszystkich pracowników Klubu, Kibiców, Wolontariuszy i Partnerów którym jestem wdzięczny za pomoc i współpracę, bo to dziesiątki osób, więc pozwól, że korzystając z okazji złożę Wszystkim razem i każdemu z osobna życzenia „Niebieskich” Świąt i Wszystkiego, co najlepsze w Nowym Roku – niech „Niebieska moc” będzie z nami, aby Ruch za rok o tej samej porze wciąż był na pozycji lidera, ale już w innej lidze. Do zobaczenia na trybunach, bo bez Was to wszystko co robimy nie miałoby sensu.

Rozmawiał: Tomasz Ferens.

 

 

źródło: własne
Styczeń
Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
 123
456789
  • Urodziny Łukasza Berety
10
11121314151617
18192021222324
25
  • Urodziny Jakuba Słoty
26
  • Urodziny Kacpra Kawuli
27
28
  • Urodziny Jakuba Brzozowskiego
  • Urodziny Daniela Paszka
  • Urodziny Kamila Swikszcza
29
3031
zobacz więcej...

Sponsorzy

Partnerzy

Partnerzy medialni